niedziela, 11 października 2020

"Morderców tropimy w czwartki" Richard Osman (recenzja przedpremierowa)

Są takie książki, które kupują mnie od pierwszych stron. Przeczytam jedną i wiem, że będę sięgać po kolejne tytuły danego autora. Kiedy skończyłam „Smażone zielone pomidory”, przez kilka miesięcy kompletowałam dzieła Fannie Flagg, aż kupiłam wszystkie. Kiedy skończyłam „Morderców tropimy w czwartki”, nabrałam pewności, że cokolwiek napisze twórca tej książki, z pewnością zdobędę to, przeczytam i będę mieć na półce. Nie wymienię, nie sprzedam, co najwyżej komuś pożyczę (i będę pilnować, żeby oddał). Poza tym nie bez powodu przywołałam Fannie. Jeśli, tak jak ja, pokochaliście atmosferę Elmwood Springs i chętnie uściskalibyście ciocię Elner, zapraszam Was na Osiedle dla Seniorów Coopers Chase.

sobota, 3 października 2020

"Man size" Daniel Wołyniec

Czytałam „Man size” na raty przez prawie dwa miesiące, ale nie dlatego, że książka mnie nudziła. To prawie 550 stron, których po prostu nie powinno się czytać szybko. Trochę zeszło mi też z recenzją, ale niełatwo pisać, kiedy w głowie chichocze Korwin-Mikke, przewijają się dzieci z Trzeciego Świata, które zazdroszczą sztucznego wąsa, spis cudzołożnic, "wegański syf w stylu falafla" czy moja wyszukiwarka, pełna... dziwnych haseł.

wtorek, 15 września 2020

"Morderców tropimy w czwartki" Richard Osman (zapowiedź)


Troszkę mi się blogowo przysnęło, a na sen zimowy zdecydowanie zbyt wcześnie. Póki nie skończę czytać pewnej książki, wrzucam tu coś, czego wcześniej nie wrzucałam. To zapowiedź komedii kryminalnej, która ukaże się 14 października i którą być może przeczytam. Jeśli wydawnictwo (konkretnie Muza) mi ją wyśle ;) Pozwolę sobie zamieścić opis-gotowca. Bo czemu nie.

Coopers Chase jest ekskluzywnym ośrodkiem dla seniorów, zbudowanym na terenie byłego klasztoru. To właśnie tu co tydzień odbywają się zebrania Czwartkowego Klubu Zbrodni. Jego członkowie to czwórka pozornie niedobranych przyjaciół: Joyce, była pielęgniarka z zamiłowaniem do wypieków, Elisabeth, przebojowa staruszka w przeszłości pracująca dla wywiadu, Ibrahim, były psychiatra zgłębiający najciemniejsze zakamarki ludzkiego umysłu, oraz Ron, dawniej aktywista związkowy, ojciec znanego boksera. Przy lampce wina i talerzyku herbatników omawiają przypadki morderstw, których nie udało się wyjaśnić policji.

Kiedy lokalną społecznością wstrząsa wiadomość o śmierci dewelopera, który ze wspólnikiem planował przebudowę przyklasztornej kaplicy na apartament, co wiązało się z licznymi protestami, klub detektywów amatorów wreszcie ma szansę się wykazać. Czworo z pozoru zwykłych emerytów, których łączy zamiłowanie do rozwiązywania kryminalnych zagadek, z entuzjazmem rozpoczyna prywatne śledztwo. I chociaż zbliżają się do osiemdziesiątki, to wciąż stać ich na niejedną sztuczkę, dzięki której mogą stanąć w szranki z policją. 

Niektórzy już wiedzą, że z komedią kryminalną niezbyt mi po drodze. Sięgałam po ten gatunek kilkukrotnie i za każdym razem było to rozczarowanie. Ale ciągle wierzę, że trafię na historię, która będzie zabawna, lecz nie infantylna, z bohaterami śmiesznymi, a nie durnymi. Wciąż mam nadzieję, że gdzieś jest autor, z którym poczuję flow. Będę przerzucać kolejne strony, chichotać i czytać co lepsze fragmenty swojemu chłopu, żeby pośmiał się razem ze mną. I będzie to komedia, a nie jeden z kryminałów Sebastiana Fitzka.

Zaintrygowała mnie ta książka, bo:

  • Jacek Galiński pisze na jej temat to, co można wyczytać z powyższego obrazka (planuję w najbliższym czasie poznać Zofię, bo autor przypadł mi do gustu jako człowiek. Jakkolwiek to brzmi) 
  • brytyjski humor

Brytyjski humor nie jest mi obcy, choć traktuję go ambiwalentnie. "Zgon na pogrzebie" mi się podobał, z kolei Monty Python czasem jest dla mnie za bardzo. Za dużo. O jeden krok za daleko. Ale olłejs luk on de brajt sajt of lajf, tiru riru bardzo szanuję, nołbadi ekspekts de spanisz inkłizyszyn zawsze mnie rozbraja, podobnie jak Morderczy Królik czy Tis But A Scratch. Więc spróbuję i zobaczymy. Ja jestem zainteresowana, a Wy?

niedziela, 9 sierpnia 2020

"Zimny wiatr" Arnaldur Indridason


Arnaldur, jak to Arnaldur, moim zdaniem zawsze pisze dobrze, więc zawsze warto go polecić. Jednak „Zimny wiatr” nie wciągnął mnie tak jak inne części serii. Nie wiem, może ta była bardziej... hm, przegadana? Smutniejsza? Jakaś taka melancholijna? W każdym razie czegoś jej brakowało.

sobota, 1 sierpnia 2020

"Ostatni lot" Julie Clark


Ależ bym chciała obejrzeć ekranizację tej książki! To thriller przez duże „T”, wciągający od pierwszych stron i nabierający pędu z każdym kolejnym rozdziałem. Brzmię, jakbym namolnie go reklamowała? Bo tak jest. Żałuję, że jeszcze przed przeczytaniem obiecałam go oddać, bo chętnie zostawiłabym go na półce. No ale słowo się rzekło, kobyłka u płota, a kod przesyłki wygenerowany. No i frunie już do mnie najnowsza Yrsa, więc... Leć, „Ostatni locie” i ciesz innych!