wtorek, 1 października 2019

"Ale z naszymi umarłymi" Jacek Dehnel


UWAGA!!!

Poniższy tekst zawiera liczne odniesienia do aktualnej sytuacji politycznej w kraju, jeśli więc należysz do osób typu „nie interesuję się polityką”, możesz darować sobie kliknięcie w „czytaj więcej”. Szkoda zachodu oraz obopólnej frustracji. Zapraszam następnym razem, na „zwykłą” recenzję.


Kupiłam tę książkę wraz z reportażem Marcina Kąckiego pt.: „Białystok”, wzburzona wydarzeniami, jakie miały miejsce 20 lipca. Poświęcę im więcej uwagi przy recenzowaniu wspomnianej pracy, a jednocześnie podkreślam, że nie bez powodu nabyłam je obie. Dziś skupię się na dziele Jacka Dehnela, a jest to Dzieło przez duże D. Należy do książek, które często są oceniane mściwie – nie za jakość, a za przekaz.

Można oczywiście uznać „Ale z naszymi umarłymi” za kolejny tytuł o zombie i sztuce przetrwania rodem z "The Walking Dead". Idąc dalej tą drogą, można oceniać styl twórcy, sposób prowadzenia narracji czy zarys sylwetek bohaterów. Można, a i owszem, ale jeśli ograniczyć się tylko do tego, a później ustawić książkę na półce razem z resztą fantastyki, będzie to bardzo płytka analiza. Sam autor odnosi się do tego w posłowiu: „to, co jest zasadniczym tematem opowieści, czyli stopniowy wzrost nacjonalizmu, jego epidemiczne narastanie, normalizacja języka przemocy i chorych fantazji, zaczęło się materializować na naszych oczach”. Pisze też dalej, że pomysł, początkowo niewinny i satyryczny, nabrał zupełnie innego znaczenia. Stąd moja opinia, że nie powinno się traktować tej książki dosłownie – jako historii rozlewania się zombi-epidemii po całym globie. To zdecydowanie za mało.

Nieumarli u Dehnela to kreślona grubym flamastrem metafora. To ściskany w ręku "prawdziwego Polaka" kamień, jeden z wielu rzucanych w lipcu w Białymstoku. To różaniec w dłoniach narodowców, do których ksiądz na Jasnej Górze mówi: "Jesteście cennym środowiskiem". Swoją drogą, święcenie mieczy i oddawanie wojsk w służbę Bogu to gorzki chichot historii. Zombie symbolizują także głosy setek opłacanych hejterów, wypisujących w sieci komentarze o ataku na tradycje i polskość, o zepsutym moralnie Zachodzie, o tęczowej zarazie. Wszystko, co inne, trzeba zadusić, stłamsić, zatłuc. W książce robią to zombie (zgodnie z poprawnością polityczną: antenaci), które ujednolicają ludzkość, bełtają ją w jedną masę, jak Maszyna-Szarzyna u Dukaja. Ma być "normalnie". Bądź taki jak my, albo cię pożremy. Jak żyć w świecie, który oszalał? Wyłupić sobie oczy, żeby dołączyć do reszty ślepców? Im bliżej końca, tym większe miałam skojarzenia z "Komórką" Kinga. 

Szkielet fabuły jest prosty – w pewnej podkrakowskiej wsi zmarli wychodzą z grobów. Ot i tyle. Początkowo budzą strach, ale z czasem stapiają się z resztą krajobrazu. Ożywają też w innych rejonach Polski, stając się lokalną atrakcją turystyczną oraz narzędziem w rękach polityków. Z truposzy zmieniają się w „prawdziwych patriotów”, Polaków z krwi i kości. Są dumą narodową. Nawet gdy ruszają na Wawel, a później przekraczają granice, żeby kąsać inne nacje, media nie ustają w przedstawianiu ich aktywności jako sukcesów. Wszak antenaci zmieniają obcych w swoich, w Polaków. Co prawda nieco nadgniłych, ale liczy się efekt.

Może i czasem autor pisze zbyt dosadnie, za bardzo wprost, może rysuje obrazy zbyt toporną kreską, muszę jednak przytaknąć prawdziwości większości z nich. Poza zombiakami, rzecz jasna. Nie trzeba wiele wysiłku, żeby znaleźć w internecie wypowiedzi religijnych fanatyków, którzy chętnie wyrażaliby miłość do bliźniego przez okładanie go krzyżem, czy „patriotów”, którym szacunek do kraju myli się z faszyzmem. Nie brak ludzi, którzy popierają jasnogórskiego duchownego, twierdzącego, że „wartości oparte na Chrystusie są fundamentem Polski i na nich Polska jest zbudowana”. "Wielka Polska katolicka, wielka Polska narodowa", „Nie ma litości dla wrogów polskości”. Może nie gryzą zębami, nie odrywają kawałków ciała, ale czy tak bardzo różnią się od zombie?

Muszę też wspomnieć o genialnej okładce. Nie znajduję słów zachwytu nad zdolnościami grafika, nad tym, jak zgrabnie, finezyjnie, acz dobitnie zamknął literacką wizję w kilkunastu kosteczkach ułożonych w polskie godło. Rafał Kucharczuk – zapamiętajcie to nazwisko!

Na koniec słowo o stylu. Dożyliśmy ciekawych czasów, w których doceniam fakt, że ktoś potrafi sklecić kilka zdań po polsku i jest uprzejmy poprawić błędy. Zapominam o istnieniu osób władających językiem swobodnie, o bogatym słownictwie i wielkiej błyskotliwości. Powiedzieć, że Jacek Dehnel ma talent literacki, to nic nie powiedzieć. Domyślam się, że sam zainteresowany to świetnie wie, ale muszę to napisać. Poczułam się przy nim malutka. Trudno mi określić, ile razy czytałam coś na głos, przeszkadzając drugiej połówce w grze i zmuszając ją do słuchania. Do tylu cytatów chciałabym się odnieść, urzeczona kunsztem pisarza, ale rozciągnęłoby to recenzję kilkukrotnie. Będę szukać jego kolejnych książek, wiem to na pewno.

52 komentarze:

  1. Po całej akcji w Białymstoku było mi tak strasznie wstyd za Polaków. Rozumiem, ze można czegoś nie tolerować, nie zgadzać się z czymś mieć swoje wierzenia, ale żeby wiara, która miała prowadzić do miłości prowadziła do agresji. Naprawdę cofamy się do średniowiecza ale można by dużo mówić a niektórych poglądów i zachowań i tak nie zmienimy.
    Książka mnie zainteresowała. Już sam fakt odnoszenia się do jakichś sytuacji politycznych (tak samo z religijnymi, historycznymi, filozoficznymi, czy psychologicznymi) w formie fantastki jest czymś co bardzo lubię. Przekazać coś ważnego w ubarwionej, przyjemniej do czytania treści, to jest to. Może zombie same w sobie nie aż tak mnie pociągają (A zombie mogą pociągać ? :D) ale tak piszesz o talencie autora, że po prostu muszę coś od niego przeczytać. Też poprzeszkadzam mężowi w graniu ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze byli tacy agresorzy, ale przez kilka ostatnich lat namnożyło się ich jak karaluchów. Jakby czekali na oficjalne pozwolenie, żeby móc gryźć, atakować, kąsać, opluwać - z czystą radością, że mogą kogoś skrzywdzić. Autor mieszka ze swoim mężem, więc temat homofobii jest mu doskonale znany. Nieraz czytam, co wypisują na jego temat i mocno mu współczuję.

      Zachwycił mnie stylem. Na początku zaznaczałam w książce cytaty (do recenzji) i co chwilę czytałam je na głos, ale złapałam się na tym, że czytam praktycznie większość stron. A połówek siedzi obok i stara się skupić na graniu ;) Dałam mu w końcu święty spokój. Będzie chciał (a ponoć chce), to sam sobie doczyta :)

      Usuń
    2. Sady Sana według mnie to gorzej niż średniowiecze... ludzie bardzo często zachowują się właśnie jak zombie - bez mózgu, bez umiejętności logicznego myślenia... w ogole nie myśląc tylko pędząc ślepo przed siebie i jęcząc coś pod nosem...

      Odnośnie książki zgadzam się, że przedstawienie powyższych spraw w takiej a nie innej formie jest ciekawe i oryginalne ;)

      Usuń
    3. Sady Sana, a ja nie rozumiem, że można czegoś nie tolerować. Nie jestem w stanie ogarnąć umysłem jak komuś może się nie podobać z kim śpi zupełnie obcy mu człowiek. Nie ogarniam jak może mu przeszkadzać, że siedzący na drugim końcu tramwaju chłopak, spokojnie zajmujący się graniem na komórce, ma ciemną skórę. I najbardziej na świecie nie ogarniam jak można być tak bezczelnym, żeby takich jaskiniowców jeszcze głaskać po główkach i stawiać za wzór. I że kościół, który powinien "miłować bliźniego jak siebie samego" tak pluje jadem we wszystkich którym nie był w stanie wyprać mózgu. Czasami nachodzi mnie okropna myśl, że może naprawdę powinniśmy zakazać niektórym jednostkom rozmnażania...

      Usuń
    4. Ludzka ciekawość i chęć wchodzenia z buciorami w czyjeś życie, kontrolowanie jego.... narzucanie własnych ambicji, planów, uznawanych wartości... chęć władzy i podporządkowywania sobie ludzi i to działa tylko w jedna stronę....

      Usuń
    5. Tak się uwiesiłyście pierwszego komentarza jak małpki gałęzi, że nie wiem, czy się odzywać, czy nie wpychać w paradę... ;)

      Usuń
    6. Tak myślałam ale wolałamsię upewnić :D

      Usuń
    7. Fakt, zawsze może być gorzej.

      Usuń
    8. Przekonamy się już niedługo.

      Usuń
    9. Jak myślisz? Jest jeszcze mała szansa, że nie siedzimy w szambie po uszy, a tylko pod szyję. Dziś zapewne będzie już wiadomo jak głęboko.

      Usuń
    10. Ej ej odczepcie się ode mnie bo mi już ciężko was wszystkich dźwigać na jednym komentarzu hehe :D Rosemary Littletoe można czegoś nie tolerować - krzywdy wyrządzanej drugiemu człowiekowi, można się nie zgadzać co do niektórych poglądów politycznych np :) O to mi chodziło. Ale wchodzenie z butami do prywatnego życia i czepianie się kogoś za jak mówisz np. kolor skóry tego też nie rozumiem. No ale to by trzeba było jakoś uświadamiać ludzi. Może nie tymi paradami kolorowymi bo niestety więcej zgorszenia sieją. Książki są tu dobre, wiele mogą człowiekowi uzmysłowić tylko pojawia się kolejny problem naszego kraju. No wiecie jaki, wy wyjątkowi, którzy czytacie ;)

      Usuń
    11. I zletka nieoptymistycznie powiem, że zanosi się na to, że będzie tylko i tylko gorzej.

      Usuń
  2. Książke kojarze z Instagrama. Musze przyznac, ze nie przypuszczalam, ze kryje takie poklady tresci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie zrobiła ogromne wrażenie, tym bardziej, że obserwuję profil autora na FB i wiem, jak on patrzy na świat. I jak świat patrzy na niego... Ta książka jest tak boleśnie prawdziwa, że aż przeraża, a co najgorsze, przerażające są wcale nie zombiaki, lecz żywi ludzie.

      Usuń
  3. Znam pana Jacka osobiście i każdą jego książkę pochłaniam od początku do końca- nie inaczej będzie teraz ;) Uwielbiam jego styl :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię je książki, tę mam w planie, lubię jego spostrzeżenia i styl pisania.
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, moja druga połówka nie da się zmusić do słuchania cytatów... Czytałam tę książkę. Owszem, podobała mi się, ale nie zachwyciłam się tak mocno jak Ty. :) Pisarzy mających bogate słownictwo i dużą wiedzę rzeczywiście jest niewielu. A co gorsza, niewielu czytelników i recenzentów umie oddzielić tych utalentowanych autorów od miernot i odróżnić dobry styl od złego. Zostałam wychowana w przeświadczeniu, że pisarz to brzmi dumnie, i kiedy widzę, że dziś byle kto nazywany jest pisarzem, czuję może nie tyle gniew, co niesmak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej też się nie podobało, ale nie miała wyjścia ;)

      Mnie ta książka zachwyciła, ale i mocno zdołowała, bo widziałam w niej sporo rzeczy z życia, z naszej polskiej rzeczywistości. Niby to opowieść o zombiakach, ale nie przysłoniły mi przesłania autora. Dosyć go za nią sponiewierano, wielu wkurzyła, ale i miała wkurzyć. Może też niektórymi potrząsnęła. Oby.

      Dziś ponoć wszyscy piszą, nikt nie czyta ;) Pojawiło się tyle wydawnictw, w których można się wydrukować na odpowiednią sumkę, że naprawdę każdy może nazwać się pisarzem. Jeśli go to cieszy - nic mi do tego. Może naiwnie wierzę, że dobra książka obroni się sama, a złej nie uratuje nawet reklama. Sie zrymowało :)

      Usuń
  6. Odmienność była jest i będzie, a problem najczęściej tkwi w nas samych, bo wiesz jak to jest, szybciej zadrę dojrzysz w oku sąsiada, niż we własnym belkę....
    Nawet można to dostrzec w sferze społeczności blogującej, że łatwiej jest skrytykować, coś co jest dla nas niezrozumiałe, niż przyznać się że nie mamy o tym pojęcia,a do tego akurat mamy prawo.
    Prościej jest wojować, używać agresji, niż powiedzieć, żyj po swojemu, ale daj żyć innym.
    Mam przyjaciela geja który jest bardzo wierzący i powiedział jasno, że obrał taką drogę bo kocha swojego partnera, ale adopcje dzieci przez pary homoseksualne uważa za przeginkę.
    Żyje po swojemu i nic nikomu do tego co dzieje się
    w jego alkowej.
    Z każdej sytuacji wynikają jakieś konsekwencje i trzeba się z tym liczyć.
    Agresja zawsze jest niewskazana
    Po książkę sięgnę,bo dokonałaś interesującej recenzji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, jak on to sobie układa w głowie - bardzo wierzący wyznawca wiary, która wysyła go do piekła...

      Zastanowiło mnie też to, co napisałaś - że obrał taką drogę. Co masz na myśli? Obrał sobie bycie gejem? Czyżby miał jakiś wybór? Ja zdecydowanie popieram adopcję dzieci przez pary homoseksualne, bo przecież to nie są tylko osoby, które robią w sypialni coś innego niż tzw. normalni. To zwykli ludzie, jak reszta świata, z wadami i zaletami. Czemu by więc nie mieli jak pozostali zwykli ludzie dać domu jakiemuś dziecku?

      Książkę polecam, z wielu powodów. Doceniam ją pod względem literackim i jako przesłanie, choć akurat z tym mocno daje między oczy.

      Usuń
    2. Masz prawo do swoich poglądów , jak najbardziej.To co mówi mój dobry przyjaciel przesycone jest ogromną ilością dpowiedzialności i dojrzałości za drugiego człowieka skazanego na wolę dorosłego.
      Mały Książę mówi do Róży , że ponosi odpowiedzialność, bo ją oswoił, to chodzi o prawdziwe uczucia, empatię.
      Nie wychowujesz tylko dziecka, ale ponosisz odpowiedzialność za to co mu gotujesz, za jego komfort psychiczny i fizyczny
      Jestem matką, rozwiodłam się i wiem z czym mój syn się zmagał. Nigdy nie odcinałam go od ojca. Syn ma dom u taty i u mnie.
      Dziś to już student we własnym mieszkaniu, ale uwierz nie jest proste mówić synowi, że nie jest inny,skoro w domach kolegów jest mamą i tatą.
      Druga sprawa, że do wychowania potrzebny jest on i ona...
      Nie piszę, że związki partnerskie, to nie są dobrzy rodzice, ale piszę to czego sama doświadczyłam

      Bóg kocha wszystkich,więc nie wiem dlaczego zwykły człowiek może odmawiać komuś kto jest gejem , miłości do Boga?
      Czy myślisz, że Bóg zabawia się w zaglądanie człowiekowi pod kołdrę?
      To Bóg , nie człowiek, nie sądzę aby to dla niego było istotne. W wierze chodzi o szacunek człowieka do człowieka, więc raczej jego seksualność nie ma dla Boga aż takiego znaczenia.

      Usuń
    3. Wiem, że mam prawo, Ty też, szkoda tylko, że odpowiedziałaś mi jak polityk. Przykro mi, że miałaś takie doświadczenia, ale nie o to pytałam. Ze swojej strony mogę napisać, że jestem dzieckiem rozwódki i nigdy nie odczułam, żebym była "inna". Może tak czuła się moja mama. Pewnie tak, bo jej koleżanki były mężatkami (mniejsza o to, czy szczęśliwymi). Czy bierzesz pod uwagę, że mogłaś projektować na syna sporo swoich emocji? W sensie że skoro Ty byłaś nieszczęśliwa, to on na pewno też. Nie neguję tego, że było mu ciężko, bo na pewno fajnie mieć fajną rodzinę, a nie rozbitą, ale czasem się nie da. I lepiej mieć dwie fajne połówki niż na siłę sklejaną niefajną całość.

      Zakładam, że przytoczyłaś swoją historię, żeby pokazać, że dziecko w homo-rodzinie będzie szykanowane, bo inne. Może być, racja, ale to problem patologicznego otoczenia, a nie tej rodziny. Jeśli koledzy Twojego syna wyśmiewaliby go za rude włosy, ufarbowałabyś mu je? Jeśli za odstające uszy – wysłałabyś go na operację? Problemem nie są rude włosy ani uszy, tylko durni koledzy, nauczeni wyśmiewania przez durnych rodziców. Można „farbować się” latami (posyłać na religię i do komunii, żeby nie wytykali, kupować markowe ubrania za chwilówki, żeby nie wyśmiewali biedy etc.), ale czy to jest rozwiązanie? Czego nauczysz dziecko? Żeby się nie wychylało, bo będą szydzić?

      Nie uważam, że w wychowaniu potrzebna jest ona i on. Napisałaś to tak kategorycznie, jakby to była oczywistość, a to tylko Twoja opinia. Uważam, że dziecko potrzebuje miłości i poczucia bezpieczeństwa i nie ma znaczenia, kto mu je da. W przypadku Twojej i mojej rodziny „ona i on” się nie sprawdziło.

      Co do przyjaciela geja, pytałam o to, co rozumiesz przez „obrał taką drogę”. Konkretnie o to, bo mnie zaintrygowało. Masz na myśli, że wyszedł z szafy? Nie chodzi mi o wyjaśnianie, jak rozumiesz jego zachowanie, poglądy etc., bo to wyłącznie Twoja interpretacja. Wiem, że nie siedzisz mu w głowie i wiesz tylko tyle, ile Ci mówi, po prostu zainteresował mnie taki a nie inny dobór słów.

      A co do wiary... Bóg, jeśli istnieje, nie zagląda zbyt często do Polski, a na pewno nie w ostatnim czasie. Na stwierdzeniach, co uważa i co by chciał, czy kocha człowieka, czy nie kocha, wielu już zrobiło ogromne majątki, więc nie pakowałabym go tu na siłę. Dajmy mu święty spokój.

      Usuń
    4. Ken.G dlaczego to robisz?
      Nawet Cię lubię, ale chyba nawet nie próbowałaś mnie zrozumieć.
      Po co nam ta agresja.
      Dojrzali ludzie dyskutują.
      Zacznę od tego że uważam za chore dzielenie ludzi ze względu na ich pociąg seksualny. Co mnie to obchodzi kto z kim sypia i dlaczego?
      Natomiast, piszę to w odniesieniu do Twojej wypowiedzi poprzedniej, moi znajomi żyją w związkach gejowskich. Jeden mieszka na Florydzie z przyjacielem drugi ma dom w Polsce w którym również mieszka z przyjacielem
      Jako, że są to dojrzali mężczyźni , chętnie wspominają własne matki i sami stwierdzili, że nie potrafiliby przekazać dziecku pierwiastka kobiecości.
      "Ciekawa jestem, jak on to sobie układa w głowie - bardzo wierzący wyznawca wiary, która wysyła go do piekła...
      Moja odpowiedź dotyczyła tego fragmentu Twojej wypowiedzi
      Bóg nie wysyła nikogo do piekła, za to że jest gejem!
      To byłby jakiś absurd

      Mój syn nie był szykanowany,
      ale jako chłopiec , potrzebował ojca.
      Źle mnie zrozumiałaś, nie rozczulam się nad sobą,jestem i byłam szczęśliwa, ale młody mężczyzna potrzebuje męskiego pierwiastka, matka nie jest w stanie dać wszystkiego bo jest tylko matką i kobieta
      Bukowski w swoich książkach bez ogródek i pardonu pokazuje te różnice w płci.
      Przekazałam Ci co powiedział facet żyjący w związku z innym facetem, że on nigdy nie upierałby się przy fakcie adopcji dzieci, bo miał matkę i nie zastąpiłby dziecku tego co wnosiła do domu jego matka jako kobieta.

      Usuń
    5. Co do mojego życia, właśnie że względu na syna oddzieliłam własne emocje łączące mnie z jego ojcem i pozwoliłam na relację syn ojciec, bo prawem dziecka jest samemu poznać i matkę i ojca.
      Nie jestem mężczyzną, a mężczyźni inaczej postrzegają rzeczywistość, emocje i potrzebują odmiennych bodźców.To samo dotyczy dziewczynek

      Usuń
    6. Gdzie Ty wyczytałaś agresję? Choć jeśli jesteśmy mniej więcej w tym temacie, przyznam, że drażni mnie w Twoich wypowiedziach ta autorytarność, to, że nawet nie starasz się udawać, że zostawiasz rozmówcy pole do dyskusji. Po co wplatasz dydaktykę „dorośli ludzie dyskutują”, skoro nie dajesz na to szansy? Zwykłe "moim zdaniem", "według mnie", "uważam, że" albo choć "wydaje mi się" załatwiałoby sprawę, tymczasem piszesz o danym temacie, jakby nie mogło być inaczej. Po prostu mnie oświecasz, a ja mam chyba tylko przytaknąć. Nie przytakuję i dopytuję, więc jestem agresywna?

      Robisz to znowu, choćby tu: "młody mężczyzna potrzebuje męskiego pierwiastka". Bo, że tak zapytam, Tobie się tak wydaje? A jeśli go nie dostanie, to co się stanie? Super, że Twoi znajomi geje lubią swoje matki, ale czy na bazie Twojej oraz ich opinii opierasz tezę, że dziecko potrzebuje taty i mamy? Bo widzisz, ja też znam paru gejów i żaden z nich nie mówił nic o żadnym przekazywaniu pierwiastków. I co to znaczy? Że „moi” geje są gejsi niż Twoi? A może znaczy to tylko tyle, że masz znajomych o poglądach podobnych do Twoich? Bo to poglądy, naprawdę, żadna twarda prawda, o której nie można dyskutować. I to, że Bukowski wypowiadał się na ten temat równie kategorycznie jak Ty, nic w tej kwestii nie zmienia.

      Po raz trzeci napiszę, że pytałam o sformułowanie "obrał taką drogę". Pytałam o to, co miałaś na myśli, używając tych konkretnych słów OBRAŁ TAKĄ DROGĘ. Nie pytałam o to, co sądzi o adopcji Twój znajomy gej czy Ty. Zaciekawiła mnie wyłącznie ta forma i, jak widać naiwnie, myślałam, że tę ciekawość zaspokoisz.

      I jeszcze na koniec. Bóg z Biblii nie tylko wysyła homoseksualistów do piekła, ale stanowczo żąda ich śmierci. Przykro mi, ale nie ma znaczenia, co o tym sądzisz – tak jest napisane w starej książce, uważanej przez wierzących za świętą. Nie ma znaczenia, że zarówno wierni, jak i kler wybiera z niej prawa ważne i ważniejsze (ponoć Nowy Testament zbija zasady ze Starego, szkoda tylko, że wybiórczo). Ktoś je w tej książce umieścił, w jakimś celu. I są tam, przytaczał je choćby wyrzucony na zbity pysk pracownik Ikei.

      Usuń
    7. "mężczyźni inaczej postrzegają rzeczywistość, emocje i potrzebują odmiennych bodźców.To samo dotyczy dziewczynek" - i kolejny raz to robisz. Według Ciebie to pewnie najzupełniej normalne, w Twoim świecie dziewczynki zapewne mają być delikatne, wrażliwe, mają chodzić w sukienkach, a kiedy dorosną - dbać o domowe ognisko, z kolei chłopcy interesują się piłką nożną i samochodami, są konkretni i zaradni. Mój świat jest zupełnie inny. Uważam, że dziewczynki MOGĄ być wrażliwe i delikatne, ale wcale nie muszą, jeśli nie chcą. Chłopcy MOGĄ być silni i konkretni, ale wcale nie muszą. Nie widzę żadnej konieczności przekazywania męskich czy damskich pierwiastków. Uważam, że nic strasznego się nie stanie, jeśli dziecko któregoś nie dostanie. I kochająca homo-rodzina to żaden koniec świata.

      To, co piszesz, to dla mnie zwykły seksizm. Widzę go już kolejny raz, a pierwszy był przy rozmowie o feminizmie (który, jak pamiętam, dla Ciebie jest wojowaniem z portkami). Nie widzę pola do dyskusji bez frustracji mojej i Twojej, więc ze swojej strony sugeruję zakończenie tematu. Może dobrym rozwiązaniem będzie odpoczęcie od siebie, bo tylko się denerwujemy.

      Usuń
    8. Widzę że nie czytałaś Biblii
      Ken G, tam nic takiego nie znajdziesz
      I proszę dorabiaj ideologii
      Każdy z nas jest różny, jesteśmy indywidualnościami i nigdy ode mnie nie m
      usłyszałabys podobnych bzdur, że dziewczynki muszą bądź chłopcy, powinni...
      Nie dzielę ludzi na hetero i homo, nie zaglądam pod kołdry, ale uważam że dziecko to nie podmiot.
      Nie napisałam też, że pary homoseksualne mogą być złymi rodzicami a jedynie napomknęłam , że dziecko potrzebuje pierwiastka kobiecości i męskoeści w etapie rozwoju i dojrzewania
      A Bukowski , jak to on, prostolinijnie pokazuje męską stronę charakteru, która nie musi wszystkim się podobać

      Usuń
    9. Bardzo ciekawe... Do reszty się nie odniosę, bo najwyraźniej mówimy w zupełnie różnych językach i każda uważa, że to ta druga ma problem. Szkoda czasu na jałowe pisanie. Natomiast co do Biblii, pozwolę sobie wstawić tu link do tych, jak twierdzisz, nieistniejących rzeczy:

      http://www.duchprawdy.com/biblia_o_homoseksualizmie.htm

      I żeby nie było, że to jakaś niesprawdzona stronka, więc może prowadzona przez kogoś nieżyczliwego katolikom, wrzucam też to:

      https://deon.pl/wiara/homoseksualizm-i-biblia,22458

      Sama oceń, kto nie czytał Biblii i czy te fragmenty tam są, czy ich nie ma.

      Usuń
  7. Pierwszy raz spotykam sie z tą ksiązką jak i również autorem. Myślę,że kiedyś skuszę się i z czystej ciekawości przeczytam tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze polecam, ale zdaję sobie sprawę, że z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu.

      Usuń
  8. Mam w planach. Dziękuję za recenzję. I jak najbardziej podpisuję się pod wszystkimi Twoimi poglądami.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam o tej książce, ale raczej nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Choć nie jestem fanką historii o zombie, wkręciłam się kiedyś w oglądanie TWD (przez kilka sezonów). I wniosek, jaki mi się nasuwał podczas oglądania, jest taki, że to nie zombie są największym zagrożeniem, tylko ludzie (ci żywi). Być może tu jest podobnie ;) Swoją drogą, często się zastanawiam, skąd oni się wszyscy biorą - ci bezrefleksyjni szerzyciele "normalności" i wartości (nie wiem, jakich) z kamieniami w dłoniach i wyzwiskami na ustach... Co trzeba mieć w głowie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Jacka Dehnela miałam przyjemność słuchać na żywo, mówił o tłumaczeniach, o języku wypowiadał się w zachwycający sposób. Od tamtej pory zapisałam sobie, żeby sięgnąć po dowolną jego książkę. Ta wydaje się tak boleśnie szczera w opisie rzeczywistości, że nie sposób przejść obok niej obojętnie!

    OdpowiedzUsuń