niedziela, 15 marca 2020

"Nic o mnie nie wiesz" E.G Scott


Trzy razy porzucali mnie mężczyźni. Dwa razy umierałam. Co mnie zabije, to mnie wzmocni”.

Nic o mnie nie wiesz” to rezultat współpracy dwójki pisarzy, Elizabeth Keenan i Grega Wandsa, publikujących pod pseudonimem E.G. Scott. Na okładce widnieje zachęcający blurb: „Czyta się z zapartym tchem. Mistrzowska półka”. Nie mogę tego potwierdzić, bo w moim przypadku powtórzyła się sytuacja, jaką przechodziłam z „Reputacją” Marcina Kiszeli. Jedną i drugą książkę czytałam na raty, a przez niektóre fragmenty wręcz brnęłam jak przez zaspy. Pod wiatr. Za to, po przespaniu się z wrażeniami, jedną i drugą pozycję uważam za całkiem niezłą. Choć jeśli chodzi o „Reputację”, jestem pod dużym wrażeniem, a dla dzieła E.G. Scott bardzo staram się być sprawiedliwa. Dlaczego? O tym dalej.

To książka o zdradzie, która rozbija i buduje. O kłamstwach wypowiadanych wtedy i teraz. O oszukiwaniu innych, ale głównie siebie. To nie jest przyjemna lektura czytana dla relaksu i rozrywki, lecz przygnębiająca historia o tym, że wielu nieszczęść można by uniknąć, gdyby partnerzy byli wobec siebie szczerzy. I uczciwi. W rozbudowany wątek obyczajowy wpleciono akcent kryminalny – zaginięcie mieszkanki spokojnej dzielnicy. Ów akcent odgrywa jednak rolę cieniutkiej kreski na płótnie malowanym zamaszystymi pociągnięciami. Obraz to wizja artysty zaczadzonego oparami opiatów, alkoholu i rosnącej z każdym dniem paranoi.

Nic o mnie nie wiesz” to thriller psychologiczny, który rozkręca się tak wolno, że część czytelników to zniechęci. Niczym przeciągnięta gra wstępna, która doprowadza do ostygnięcia przynajmniej jednego z kochanków. Do tego nie udało mi się polubić żadnego bohatera. Wielu ludzi nie potrafi ocenić książki bez kierowania się przy tym swoimi sympatiami i poglądami. Jeśli darzą niechęcią bohaterów bądź autora, albo opowieść nie przypadnie im do gustu (bo np. jest o zdradzie, a oni nie popierają zdrad), zaniżą jej ocenę bez względu na to, jak dobrze będzie napisana. Odkąd zobaczyłam jedną gwiazdkę wystawioną reportażowi „Nie oświadczam się”, bo „to taka straszna historia”, nic mnie już chyba nie zdziwi. Nie chciałam być jedną z tak oceniających osób, stąd to „bardzo staram się być sprawiedliwa”.

Co nie zmienia faktu, że przyjemniej by się czytało, gdyby choć jeden z bohaterów dał się lubić. W „Nic o mnie nie wiesz” mamy całą paletę niesympatycznych, łagodnie ujmując, postaci. Lekomanka (czy raczej narkomanka) Rebecca, podejrzewająca męża o kolejną zdradę, obmyśla przebiegły plan, jak uprzyjemnić mu życie. I zdobyć prochy. Paul, który w kwestii niewierności faktycznie ma sporo za uszami, w zanadrzu skrywa nowe sekrety. Jego kochanka przymierza się do okrutnej zemsty, a jej tajemnice są liczniejsze i bardziej niebezpieczne. Policjanci prowadzą ślamazarne śledztwo i prześcigają się w dość oryginalnych dowcipach. W okolicach trzeciego planu orbituje wspólnik Paula, typowy nowobogacki bufon, a w tle przewija się jego pusta żonka Sasha, otoczona wianuszkiem psiapsiółek-włazidupek. No żywcem nie ma kogo polubić. Pojawia się i trup, który zaskakuje wszystkich nie samym pojawieniem się, a tym, kim jest/był. Ale jego też nie da się lubić, więc wracamy do punktu wyjścia.

Z drugiej strony autorzy wiernie oddali zachowanie osoby uzależnionej. Masę stron poświęcono opisom zmagań Rebecci z nałogiem i widać, że twórcy rzetelnie zgłębili temat. Bardzo doceniam ich zaangażowanie oraz jego efekty. Kiedy poznajemy bohaterkę, jest w zaawansowanym stadium uzależnienia, więc trudno mi ocenić, w jakim stopniu wyrachowanie jest jej cechą charakteru, a na ile to głód popycha ją do kradzieży i kolejnych kłamstw. I paktu, który brzydzi ją samą.

Zakończenie niezbyt mi się podobało, ale uważam je za pomysłowe. Bohaterów nie polubiłam, przez co czytałam bez większej przyjemności. Do połowy nie mogłam się wciągnąć. A po skończeniu polecam. Co? Tak, uważam, że to dobra książka, ale niepotrzebnie reklamowana jako „intensywny i wstrząsający thriller”, w którym mamy „napięcie od pierwszej do ostatniej strony”. Nie jest taki, nie mamy. To niespiesznie tocząca się opowieść prowadzona na kilka głosów (w tym trupa), która co jakiś czas budzi czytelnika z letargu okruszkiem akcji, a rozpędu nabiera dopiero w drugiej połowie. Dzięki niej można się dowiedzieć, jak nałóg wyniszcza ludzką psychikę, a przede wszystkim jak związek wyniszczają sekrety. Jak buduje się relację na zdradzie i czy istnieje szansa, żeby ta zdrada była ostatnią, a nie kolejną. Polecam każdemu, kto chce i potrafi dać takiej historii szansę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu MUZA.

40 komentarzy:

  1. CZasem powolny rozwój do plus bo to buduje napięcie - tutaj piszesz, że może nudzić.
    Bohaterowie nie dają się lubić - nie zawsze tak jest... i tak bywa. Niemniej piszesz, ze książka warta uwagi i polecenia, więc nie jest źle....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS ". Co mnie zabije, to mnie wzmocni”. cytat na czasie ;)

      Usuń
    2. Uważam, że jest niezła, ale opisy i blurb może wprowadzać w błąd, a przez to wzbudzać złość u rozczarowanych czytelników. Niepotrzebne to.

      Usuń
    3. Najlepiej niczego nei oczekiwać chociaż błedny opis to nic dobrego...

      PS Przekonałaś się na własnej skórze? ;)

      Usuń
    4. Też tak myślę. Nastawianie się na coś konkretnego to wręcz proszenie się o rozczarowanie.

      Jeszcze nie, ale kto wie, co los przyniesie ;)

      Usuń
    5. No i po co to? Na co?

      Oby przyniósł to co dobre :*

      Usuń
    6. Oby tak właśnie było :)

      Usuń
  2. Też nie rozumiem ludzi, którzy mieszają z błotem książkę o czymś, z czym się nie zgadzają. W takim razie nie powinniśmy pisać i czytać kryminałów, bo przeciez nikt nie popiera morderstw. Albo też wszyscy jesteśmy psychopatami i morderstwa popieramy. Bez sensu. Dlatego też poza brakiem bohatera, który dałby się polubić, nic mnie tutaj specjalnie nie zniechęciło. Problem w tym, że jednocześnie zabrało elementu, który by mnie zachęcił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by chyba podeszło fanom obyczajówek z wątkiem kryminalnym. Takich nawet trochę medycznych obyczajówek, bo naprawdę sporo w treści informacji o rodzajach leków oraz opisów ich działań. Nie wiem, czy takie coś Cię zachęca :)

      Z zaniżaniem ocen za to, że autor ma poglądy inne niż czytelnik, spotkałam się już wielokrotnie. Albo za to, że bohater zachowuje się inaczej niż czytelnik by się zachował. Niektórzy uważają nawet, że bohaterowie są źle opisani, kiedy nie da się ich lubić, albo kiedy są irytujący. Jakby żywi, realni ludzie tacy nie byli ;) No ale zrozum czytelnika ;)

      Usuń
  3. Jakoś nie mam ochoty teraz czytać książki o nałogach i wolę coś milszego "wrzucić na ząb"... ale jej nie przekreślam. Dzięki za rec.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem bardzo ciekawa pozycja :) Ja tam lubię takie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Mówisz, że trafiło na właściwą porę? ;)

      Usuń
  6. teraz to ja czytam wszystko......
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. W sumie bardziej polecam niż odradzam. Ale nie jako wstrząsający thriller, to na pewno :)

      Usuń
  8. Miałam tę książkę gdzieś tam w planach, ale powiedzmy, że tych dalszych ;). Trochę zniechęca mnie to, że tak wolno się rozkręca, skoro jednak piszesz, że jednak ją polecasz, to będę miała ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wyjątkowo wolno się rozkręca. Z dobre pół książki :)

      Usuń
  9. Mam wrażenie, ze wydawnictwa przesadzaja z chwytliwymi haslami na okladkach. Naobiecuja, a potem dupa. Właśnie skonczylam czytać książkę, ktora miala byc trzymajacym w napięciu thrillerm psychologicznym, a to byla co najwyzej obyczajowka z kryminalnymi akcentami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mnie to wkurza, bo działa na szkodę i czytelnika (kupił i żałuje) i autora (zbierają mu się negatywne opinie, na które nie zasłużył). Myślę też trochę przyszłościowo, jako - mam nadzieję - przyszły autor. Nie chciałabym, żeby moją książkę reklamowano jako wyciskający łzy romans YA, dano mu jakąś ckliwą okładkę i próbowano opchnąć miłośniczkom tzw. kobiecej literatury. Bo to się sprzedaje, a że ani treść nie odpowiada przypisanej kategorii, ani okładka nie pasuje... Co tam, to autora problem, że czytelnicy go nie lubią.

      Usuń
  10. Thriller psychologiczny? Coś dla mnie :) Będę miała ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mając w ręku książkę reklamowaną jako intensywny thriller pewnie bym się rozczarowała, ale tematyka sama w sobie, nawet jeżeli jest niespieszna, nawet mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ona serio nie jest zła. Tylko ta reklama źle jej robi, przynajmniej z tego, co czytam w sieci.

      Usuń
  12. Bohaterów nie można polubić... Hmm, to mi raczej nie przeszkadza, jeśli są ciekawie opisani, mogę o nich czytać. Irytuje mnie natomiast, kiedy autor jakąś bardzo złą postać – na przykład nazistę, wielokrotnego mordercę czy gwałciciela – przedstawia w taki sposób, że czytelnicy zaczynają ją lubić i jej kibicować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze chyba nie miałam (nie)przyjemności czytać takiej, ale kojarzę przynajmniej kilka tytułów. I nie mam specjalnie ochoty po nie sięgać.

      Usuń
  13. Mam książkę u siebie na półce, czeka w kolejce na przeczytanie. Ciekawo czy będę miała takie same odczucia jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam i książka bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam do Ciebie i przeczytałam recenzję :)

      Usuń
  15. Chyba jednak nie. Zdaje mi się, po Twojej recenzji, że to kolejna dość przereklamowana pozycja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo reklamowana niewłaściwie, z "lekkim" przekłamaniem odnośnie kategorii ;)

      Usuń
  16. Lubię książki podejmujące wątek psychologiczny i tu taki jest. Może faktycznie źle reklamowana przez to sporo osób negatywnie ją ocenia. Już po niektórych opiniach czułam się lekko zniechęcona. Warto jednak wyrobić sobie własne zdanie.
    Czasem dobrze jest też poczytać o bohaterach, których się nie lubi. Nie każdego człowieka darzymy sympatią, a może mieć ciekawa historię :) Może kiedyś dam tej książce szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto, bo nie mogę powiedzieć, że to zła czy kiepsko napisana książka.

      Usuń